nieruchomości

Jak domy z bali kształtowały historię USA

dom z bali

Oprócz hasła wyborczego („Tippecanoe and Tyler, Too!”), które do dziś przywoływane jest jako przykład sloganu ocierającego się o geniusz, oraz tego, że zmarł wkrótce po elekcji, William Harrison, dziewiąty prezydent USA wpisał się do historii jako ten, który był przedstawicielem „zwykłych ludzi”. Takich, którzy na zachodzie budują domy z bali, a po pracy popijają cyder.

Ziemia dla każdego, pod pewnymi warunkami

Ponad dwadzieścia lat po tamtych wyborach, w 1862 roku wszedł w życie akt, na mocy którego każdy mógł dostać w użytkowanie (a po pięciu latach odkupić po cenie nominalnej) 65 ha ziemi. Była to najkorzystniejsza ustawa dotycząca osadnictwa w historii USA.

Dodatkowym wymaganiem było jednak, aby na tej ziemi postawić dom o rozmiarach co najmniej dziesięciu na dwanaście stóp (czyli około trzy na cztery metry). Taka regulacja sprawiła, że na około 600 tys. rozdanych działek zaczęły wyrastać domy z bali budowane najprostszymi metodami. W tym właśnie w oparciu o konstrukcję wieńcową. Wprowadzony do obiegu publicznego w czasie kampanii Harrisona mit umacniał swoją materialną podbudowę.

Symbol z importu

Domy z bali nie były typowym amerykańskim wynalazkiem. Ich koncepcja została przywieziona do Ameryki przez emigrantów ze Skandynawii. Najpierw Szwedów, którzy osiedlili się w okolicach Nowego Jorku już w 1638 roku, a później przez Finów, dla których był to znany od tysiąca lat sposób stawiania budynków. To stamtąd rozpoczęła się ekspansja tego typu budynków.

Nie było w tym niczego dziwnego. Ze względu na odległości, jakie musieli pokonywać osadnicy, trudno było myśleć o transporcie ciężkich materiałów budowlanych. Domy z bali można było tymczasem budować gdziekolwiek był kawałek lasu z drzewami odpowiedniej grubości. Nie trzeba było do tego nawet gwoździ! To zresztą dość istotny szczegół, ponieważ aż do dziewiętnastego wieku był to towar drogi, wyrabiany ręcznie przez kowali, a więc niezbyt dostępny dla szukających swojej szansy kolonistów.

Kampania zwykłych ludzi

Wróćmy na moment do kampanii prezydenckiej Harrisona przeciw Van Burenowi z 1840 roku. Toczyła się ona w okresie pokryzysowym. W 1837 roku miał miejsce poważny kryzys finansowy, nazwany przez historyków Paniką 1837 roku. Jego podłożem była bańka spekulacyjna, która na skutek działań ówczesnego banku centralnego przekształciła się w deflację. Następstwem tych wydarzeń była trwająca pięć lat depresja z wysokim bezrobociem i padającymi bankami. Za odpowiedzialnego za tę sytuację uznano prezydenta van Burena, który odmówił interwencji w kluczowym momencie kryzysu.

Harrison nie był kojarzony z establishmentem. Zwycięski generał mieszkał w domu z bali, który swojego czasu postawił w Ohio. Z początku niewielki, rozrósł się do dwunastu pokoi. Ludzie, którzy stawiali swoje domy na nowo pozyskanych terenach uważali go jednak za swojego. Mieszkał w domu podobnym do ich domów i nie miał nic wspólnego z tymi, którzy doprowadzili do kryzysu (choć był wcześniej kongresmenem).

Ludzie wierzyli, że dom z bali jest ważnym symbolem: miał reprezentować samowystarczalność pionierów, ich ciężką pracę i prostotę życia. Wydobyta przez Harrisona symbolika wryła się niezwykle mocno w świadomość Amerykanów. Do tego stopnia, że większość zaczęła wierzyć w to, że młodość spędzona w takim domy, a jeszcze lepiej chacie, jest gwarancją uczciwości polityka. Przykładem „Uczciwy Abe” Lincoln. Ten sam, który podpisał ustawę o osadnictwie.